...o kobiecości, intymności, uczuciach
wtorek, 25 grudnia 2007

Śwąteczne gadżety, choinki, kolorowe lampki, czekoladowe mikołaje, prezenty pod zielonym świerkiem, potrawy serwowane tylko raz w roku, ozdobniki świąt, które tak nie wiele znaczą, gdy brak zwykłej, ludzkiej życzliwości, którą zastępuje zdenerwowanie, a wraz z nim niepotrzebne złośliwości i docinki.

Mialo być świątecznie, radośnie i w pełni nadziei, bo przecież nie jest wcale źle. Tylko brak mi w tym wszystkim ciepłych uczuć, zrozumienia i świąteczne beztroski. We mnie jednak nie brak nadziei i pomimo wszystko spokój, o który walczyłam miesiacami i którego teraz nie chcę utracić. Dobrze mi ze sobą, zwyczajnie dobrze...

Książki pozwalają przenieknąć w inny swiat, w inne umysły, w inne realia. Pozwalają podróżować w dalekie strony, te geograficzne i te ludzkiej psychiki. Zmieniam więc ostatnio często realia, znikam między kartkami lektury, oczyszczam codzienne myśli i po powrocie widzę wszystko na "świeżo", bardziej rozumiem, a tym samym akceptuję takim jakim jest. Bo gdy się za dużo o czymś myśli, spojrzenie na to zamiast się wyostrzać, zniekształca się i zamazuję.

WESOłYCH śWIąT...

wtorek, 11 grudnia 2007

...bajkowo, dla kontrastu z otaczającą rzeczywistością...

16:24, cheryytree , Obrazy...
Link Komentarze (1) »
piątek, 07 grudnia 2007

Zmęczenie całotygodniowe bardziej psychiczne niż fizyczne. I bolą słowa bliskiej osoby, która ironizując wykazuje totalny brak zrozumienia i choć nikłej dozy tolerancji. Przymykam oczy na wiele spraw, wiele słów czy zachowań przemilczam. Braku wyrozumiałości nie potrafię i nie chcę akceptować.

Rozprawa w sądzie w nad wyraz miłej atmosferze i wyrokiem ogłoszonym na tym samym posiedzeniu. Wyrokiem wielce satysfakcjonującym.

Głęboka rozmowa, która może choć nie musi przynieść efektów. Obietnice składane nie raz, za którymś razem przestają mieć znaczenie.

Mikołajkowa kartka od nieznajomego.

Chłopców od mężczyzn odróżnia fakt, że Ci pierwsi boją się kobiet.

Duszę się w tej firmie. Ogranicza mnie. Zniechęca coraz bardziej.

piątek, 30 listopada 2007

Andrzejkowy wieczór – jak go spędzasz ? wychodzisz gdzieś ? pytania, które kwituje uśmiechem, by po chwili dodać – tak, spędzam z pewną dwulatką w Jej mieszkaniu, w planach jest pieczenie czekoladowych babeczek.

Nagromadzony żal znalazł wczoraj ujście w kilku krótkich sms’ach, które jednak nie były przesiąknięte złością, pretensją, czy innymi podobnymi/złymi uczuciami, które żalowi często towarzyszą. Tłumienie w sobie pewnych zaległości przyniosło komfort pewnego dystansu do sprawy. Nie wiem i chyba nie wierzę, że to coś zmieni, ale pozwoliło mi wyswobodzić się z plątaniny własnych nagromadzonych i gnijących już myśli/uczuć.

„Miłość w czasach zarazy” z pięknymi zdjęciami i równie piękną muzyką. Czegoś jednak zabrakło temu obrazowi, jakiejś dynamiki i żywotności. Zamiast czekać na dalszy ciąg historii czeka się na koniec filmu i kinową salę opuszcza się pospiesznie zaraz po zapaleniu świateł.

czwartek, 29 listopada 2007

King, który wydawał mi się zawsze prze-amerykanizowany ostatnimi dniami przekonał mnie do siebie. Wystarczyło przebrnąć przez pierwsze 100 stron „Zielonej mili” by nieco oswoić się z klimatem powieści i stylem pisania. Dlatego też znajomy z pracy nie musiał mnie długo przekonywać do sięgnięcia po „Cztery pory roku”. Idąc za przysłowiowym ciosem rozpoczęłam pierwsze strony „Skazanych na Shawshank”.

Faworyzuje pisarstwo europejskie, zwłaszcza to wschodnie. W tym pisarstwie odnajduje codzienne realia, klimaty, w tym pisarstwie czuję się „u siebie”. I tylko nieliczni nie europejczycy wzbudzili moje żywe zainteresowanie i urzekli swymi powieściami i innymi formami literackimi - Marquez i Hemingway. King nie poszerzy tego grona – zaciekawia ale nie wzbudza pasji.

środa, 28 listopada 2007

W tym jednym miał rację – im mocniej odczuwasz radość tym równie mocno nadchodzący po niej smutek. Parabola życia, gdzie im wyższa górka tym głębszy dół. Utrzymywanie równowagi spłyca odczuwane szczęście, ale również odczuwany ból.

Pytanie co wybiorę: równowagę czy wyżyny przeplatane nizinami...

15:23, cheryytree , Myśli...
Link Dodaj komentarz »

Lubię wracać do zeszłorocznych kalendarzy. Są takie nieliczne dni/noce, nie związane z konkretnymi datami, kiedy pojawia się krótka myśl - co działo się w moimi życiu dokładnie o tej porze rok temu ? Sięgam wtedy do starego kalendarza i kartkuję go, aby zaspokoić ciekawość i przypomnieć sobie tamte wydarzenia.

28 listopada - urodziny znajomego. Noc spędzona poza domem w ramionach człowieka, który znalazł się między wierszami pierwszych notek na tym blogu. Nieco ponad miesiąc później nie chciałam już w nich być, a może po prostu nie wystarczały mi noce spędzane w ramionach kogoś, kto nie dawał mi niczego innego poza tymi kilkoma godzinami.

Nienasycenia sobą dniem i nocą chciałam, nie tylko tego zmysłowo - erotycznego, ale przede wszystkim nienasycenia wzajemnych myśli, słów i chwil.

I nadal tego chcę...

wtorek, 27 listopada 2007

Siedmiocentymetrowa miniaturka Tour Eiffel przywieziona prosto z Paryża. Drobiazg, który cieszy i zachwyca, jako że ostatnio zachwyca wszystko co związane z tym krajem: język, kultura, muzyka, filmy i parę wspomnień związanych z ludźmi, z którymi nie mam już (na razie?) kontaktu, a którzy kiedyś byli mi na swój sposób bliscy. Choć prawdziwa fascynacja Francją zaczęła się tak naprawdę od języka, który pojawił się na mojej drodze jeszcze w późnym dzieciństwie i powracał kilkakrotnie w późniejszych latach. Jedno z tych odwiecznych marzeń czekających na spełnienie, które po raz kolejny próbuję realizować i tym razem nie chcę już go porzucać i odkładać na później.

Wieczorem wchodzę do pustego mieszkania i szukam wzrokiem psa, który jeszcze parę dni temu chodził za mną krok w krok. I co chwila uświadamiam sobie na nowo, że go przecież odwiozłam, tam gdzie nie będzie spędzał długich samotnych godzin, gdy ja będę w pracy. Jak łatwo przyzwyczaić się do obecności kogoś w mieszkaniu, nawet jeśli to tylko pies, to jednak wypełnia przynajmniej częściowo jakąś pustkę, która teraz znów nachalnie daje o sobie znać niemalże w każdej minucie.

Spotkania po latach kilku, a nawet kilkunastu – niektóre tylko internetowe, a inne przenoszone na grunt codzienny. Jedno z nich już w najbliższą sobotę – około 30 osób o ile wszyscy się stawią. Ciekawość tego, jak będzie wyglądało i chęć dowiedzenia się co przez te lata się wydarzyło, co zmieniło, a co nadal pozostało takie same.

Listopadowe rozkojarzenie i choć organizm wypoczęty po kilku wolnych dniach to brak chęci do zajęcia się pracą. Tylko jakieś wewnętrzne, wrodzone czy też wyuczone, poczucie odpowiedzialności karze mi trzymać się w ryzach i nie zaniedbywać w obowiązkach.

A zatem...

środa, 21 listopada 2007

W środku urlopu, który miał przynieść głównie odpoczynek od pracy. I przynosi.

Nadmiernie odczuwana samotność, którą trudno zagłusić wyjściem do kina, a jeszcze trudniej spędzaniem większości wolnego czasu samej ze sobą, nawet jeśli ten czas wydaje się być nieustannie czymś wypełniony. Spędzanie go w pojedynkę potęguje tylko pustkę wokół mnie i coraz częściej we mnie.

Czworonożny przyjaciel, zabrany na te kilka dni, tylko nieznacznie ratuje sytuację.

Za kilka dni będę tęsknila za tym czasem, więc czemu teraz nie potrafię go dobrze wykorzystać ? A może potrafię tylko za bardzo to wszystko odbiega od moich potrzeb, ktore nie dają się zaspokoić byle substytutami.

Więc idę dalej tą ściężką i czekam (nie) cierpliwie na rozwidlenie dróg, które pozwoli mi coś wybrać, coś zmienić...

piątek, 16 listopada 2007

Beaujolais nouveau miało być miłym wieczorem, a dziś jedyną rzeczą, jaką bym chciała z niego zapamiętać to lampka młodego beaujolais, które wbrew wcześniejszym zasłyszanym opinią mi osobiście smakowało.

Wieczór nie do końca jednak stracony, wszak uświadomił mi jedną istotną rzecz, do której dochodziłam powoli przez ostatnie tygodnie. Coś kuło, uwierało, ale nie wiedziałam do końca co i dlaczego. Teraz wiem i ta świadomość zdejmuje ze mnie powoli niewygodę minionych dni.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10
| < Kwiecień 2014 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30